To była codzienna mżawka zagłady dla Rodzina królewskabo każde nowe szokujące odkrycie zasypuje otwartą ranę jeszcze większą solą Andrew Mountbatten-Windsor. „Air Miles Andy” nie jest już księciem, księciem Yorku, hrabią Inverness i baronem Killyleagh ani pułkownikiem Gwardii Grenadierów i został pozbawiony Orderu Podwiązki i Wielkiego Krzyża Kawalerskiego Zakonu Wiktoriańskiego.
Stracił także kilka honorowych funkcji za granicą, w tym naczelnego pułkownika Royal Highland Fusiliers Of Kanadai naczelny pułkownik Królewskiego Nowa Zelandia Pułk Logistyki Armii. W tym tygodniu oficjalne dokumenty rządowe dotyczące jego podróży dookoła świata, gdy pełnił funkcję wysłannika handlowego, zostały ostro ocenzurowane, co wywołało oskarżenia o tuszowanie.
Protokół z posiedzenia Królewskiego Komitetu Wizyt w 2004 r., na którym omówiono przeznaczenie dodatkowych 90 000 funtów na zagraniczne wyjazdy Andrzeja, pierwotnie miał znaleźć się wśród corocznych dokumentów historycznych publikowanych publicznie przez Archiwum Narodowe.
Jednak w 11. godzinie i 59 sekundzie Urząd Rady Ministrów oznaczył go jako „zamknięty” na mocy prawnego wyjątku dotyczącego informacji o rodzinie królewskiej w chwili, gdy dziennikarze zaczęli je przeglądać.
Ostatecznie protokoły zostały mocno zredagowane, zanim akta zostały udostępnione opinii publicznej, usunięto 16 z 80 stron.
Biuro Rady Ministrów obwiniło „błąd administracyjny” i upierało się, że dokument nigdy nie był przeznaczony do publikacji.
Oryginalne, niezredagowane akta udostępnione Archiwum Narodowemu obejmowały dyskusję pomiędzy Ministerstwem Spraw Zagranicznych a urzędnikami pałacowymi na temat kosztów podróży Andrzeja do Chin, RosjaHiszpanii i Azji Południowo-Wschodniej – Bóg wie, jakie podejrzane postacie mógł spotkać podczas tych podróży!
W dokumentach zauważono, że zmiana w zasadach podróży królewskich oznaczała, że wizyty te będą teraz musiały być finansowane przez Królewskie Biuro Podróży, a nie przez brytyjski handel i przemysł, które musiałoby znaleźć dodatkowe 90 000 funtów.
W zasadzie 90 000 funtów zostało przeniesione z jednej puli rządowej do drugiej – dlaczego więc zatajono podstawową część księgowości? Co jest tak niepokojącego w szczegółach podróży do tych krajów sprzed dwóch dekad?
Jedyną rzeczą, której nauczył się przypadek Jeffreya Epsteina, jest to, że „prawda wyjdzie na jaw”. Nic nie pozostaje długo ukryte, więc teraz twarz rodziny królewskiej od 2026 r. potencjalnie wisi na wyciszonej tykającej bombie zegarowej o wartości 90 tys. funtów.
Nasuwa się także ważniejsze pytanie – jakie inne tajemnice finansowe dotyczące rozrzutnych podróży i spotkań Andrew czają się w innych aktach i czekają na entuzjastyczną redakcję?
Były książę Yorku pełnił funkcję specjalnego przedstawiciela kraju ds. handlu w latach 2001–2011, ostatecznie zrezygnował po przeanalizowaniu jego wydatków i powiązaniach z kontrowersyjnymi postaciami.
Przydomek „Air Miles Andy” zdobył dzięki twardemu przeszczepowi – lataniu po świecie, graniu w golfa i energicznym uścisku dłoni „interesującym” osobom.
W swoim handlowym przebraniu otworzył także Pałac Buckingham dla niektórych nikczemnie powiązanych złoczyńców, takich jak Saif al-Islam Kaddafi, syn ówczesnego przywódcy libijskiego Muammara Kaddafiego.
Spotkał się także z krytyką za podejmowanie zięcia obalonego prezydenta Tunezji Zine’a El Abidine’a Ben Alego w Pałacu Buckingham – kwestionowano także jego stosunki z Timorem Kulibajewem, zięciem prezydenta Kazachstanu.
Nie zapominajmy, że pan Kulibayev kupił dom Andrew’s w Sunninghill Park za 3 miliony funtów więcej niż jego cena wywoławcza wynosząca 12 milionów funtów w 2007 roku, mimo że NIE było innych oferentów. Jakież to niezwykle miłosierne z jego strony!
W listopadzie 2010 roku w tajnej depeszy na Wikileaks ujawniono, że ambasador USA napisał, jak Andrew wypowiadał się „bezczelnie” podczas oficjalnego spotkania, prowadząc dyskusję „na granicy niegrzeczności”.
Andrew Mountbatten-Windsor był zarozumiały, pompatyczny i niegrzeczny? Nie ma tam żadnych niespodzianek.
Miejmy nadzieję, że dla dobra rodziny królewskiej nie będzie żadnych niespodzianek, które wymagałyby w najbliższym czasie ponownego wyciągnięcia dużego markera redakcyjnego.


















