
Alastair Campbell i Rory Stewart zasługują na naszą litość (Zdjęcie: Getty)
Żal mi hardkorowych pozostałych. Naprawdę. To musi być okropne. Są patologicznie niezdolni do dalszego działania, utknęli w pętli zagłady wypełnionej goryczą i urazą oraz ciągłą, szaleńczą, z pianą na ustach, tęsknotą za cofnięciem zegara do pierwszych miesięcy 2016 roku, kiedy byli przekonani, że wygrają. Cóż za kontrast z zdecydowaną większością wyborców, którzy głosowali za pozostaniem w UE, którzy rozsądnie, choć niechętnie, zaakceptowali wynik i żyli dalej. Ale mniejszość, ten hardkor, po prostu nie może. OK, to było zrozumiałe przez pierwsze kilka tygodni.
Ale miesiące później? Lata później? Teraz, niemal dekadę później? Co ciekawe, nadal są oni całkowicie oburzeni, jakby głosowanie odbyło się w ubiegły czwartek. To się nie nazywa Brexitu Syndrom degeneracji bez powodu. Ci ludzie naprawdę widzą wszystko przez pryzmat Brexitu, bezustannie węsząc dane i ankiety, aby przekonać się, że mieli rację i że każdy, kto głosował za Brexitem, jest albo zły, albo tępy. Lub oba.
Przeczytaj więcej: „Starmer i Gabinet Komunistów właśnie osiągnęli nowy najniższy poziom – Chamberlain byłby dumny”
Przeczytaj więcej: Starmer oskarżony o „potajemny spisek mający na celu zamknięcie” Wielkiej Brytanii w UE w wyniku zdrady Brexitu
Alastair Campbell (tak, ten znany z wojny w Iraku) cierpiał na poważną dolegliwość. Podobnie jego wspólnik w zbrodni, Rory Stewart, który na co dzień nie brzmi jak torys. Są też ludzie tacy jak Anna Soubry, kolejna była torys, która teraz wydaje się nią być Keira Starmeranajwiększym fanem Sadiqa Khana, Andy’ego Burnhama i Eda Davey’a. Dobry Boże, wyobraź sobie ich dookoła przyjęcia, wściekle gdakających.
Ale jest mnóstwo innych smutnych, hardcorowych typów. Wszyscy znamy kilka. Zaledwie wczoraj otrzymałem od kilku z nich wiadomość na WhatsAppie, w której piszczeli z zachwytu z powodu nowej ankiety wskazującej rzekomo, że większość ludzi zagłosowałaby za ponownym przystąpieniem do UE, gdyby miała taką szansę.
„Ktoś demokracja?” – napisał jeden z nich, świadomie ignorując fakt, że desperackie próby obalenia wyniku referendum przez brytyjski establishment doprowadziły do najgłębszego załamania zaufania do klasy politycznej, jakie ten kraj widział od dziesięcioleci.
Demokracja? Jak śmią powoływać się na ten symbol dla swojej sprawy, skoro przez lata całą ich istotę pochłaniało haniebne przekonanie, że należy zignorować demokratyczne życzenie Brytyjczyków dotyczące opuszczenia UE.
Nigdy ich nie opuści desperacja, by udowodnić, że brexit był katastrofą o biblijnych proporcjach. Jeśli nastąpi wzrost przestępczości, zrzucają winę na brexit. Wzrost inflacji? To brexit. Nie zdobyłeś wystarczająco dużo złotych medali? Brexitu. Gdyby mogli, obwinialiby brexit za lutowy deszcz. W rzeczywistości prawdopodobnie tak jest.
Tymczasem odrzucają lub po prostu nie chcą zaakceptować prawdy: że od czasu głosowania w sprawie Brexitu brytyjska gospodarka faktycznie radzi sobie lepiej niż Francja i Niemcy, a zamiast tego postanawiają w szalony sposób powtarzać pogląd, że Brexit spowodował zmniejszenie naszego rocznego PKB o 4% – co jest wysoce wątpliwą liczbą opartą na trzymających w napięciu długoterminowych prognozach OBR, organizacji, która ledwo przykryła się chwałą.
Tymczasem w mediach społecznościowych przechwalają się tym, że brytyjscy wczasowicze muszą teraz stać w kolejkach, aby dostać się do UE, co, jeśli mnie pytasz, jest dobrym powodem, aby zabrać nasze ciężko zarobione pieniądze gdzieś indziej, gdzie jesteśmy bardziej poszukiwani i szanowani.
Czy ci zgorzkniali ludzie kiedykolwiek pokonają swój syndrom? Naprawdę w to wątpię. Naprawdę wierzę, że będą cierpieć z powodu tej dolegliwości do końca swoich dni.
Za wiele lat, a może i dziesięcioleci, nadal będą beczeć o różowym autobusie i 350 milionach funtów dla NHS, a z oszklonymi, oszołomionymi i szalonymi oczami wściekle potępiają zwolenników Brexitu za zrujnowanie wszystkiego. Tak, to pętla zagłady, w porządku. I możemy im tylko współczuć.


















