Myślę, że tak to się skończy. Któregoś weekendu, Keira Starmera uzyska chwilową ulgę od burzy ogniowej, która ogarnęła jego i jego premiera. Zdejmie krawat, naleje sobie duży kieliszek wina, odpocznie i dojdzie do kilku niepożądanych, ale nieuniknionych wniosków.
Po pierwsze, jego pozycja jest obecnie politycznie nie do odzyskania. Wczoraj próbował „wyjaśnić” swoje zaskakujące wyznanie w Izbie Gmin, o którym rzeczywiście wiedział Petera Mandelsona kontynuował swój związek z pedofilem Jeffreya Epsteina po uwięzieniu Epsteina, kiedy mianował go ambasadorem w Waszyngtonie. I ta próba zakończyła się całkowitą katastrofą.
Co zdumiewające, Starmer stwierdził, że Mandelsonowi się to udało oszukał go, przekonując go „ledwie znał” Epsteina. Mimo że ich przyjaźń była powszechnie znana w całym Westminsterze, była szeroko opisywana w mediach i została szczegółowo opisana w dokumencie lustracyjnym opracowanym przez urzędników służby cywilnej i przesłanym Starmerowi w momencie jego nominacji.
Do tego czasu premier z winem w ręku prawdopodobnie będzie już świadomy kolejnych rewelacji publikowanych w weekendowych gazetach na temat Epsteina, Mandelsona i – co najważniejsze – ich powiązań z wrogim obcym państwem. Rewelacje, które zadają kolejny cios twierdzeniom Sir Keira, że nie posiadał on żadnych obiektywnych informacji, które mogłyby skłonić go do zmiany nominacji Mandelsona.
Będzie też doskonale świadomy, że jego próba zablokowania publikacji materiałów dotyczących nominacji Mandelsona, z absurdalnie fałszywych powodów związanych z bezpieczeństwem narodowym, zakończyła się niepowodzeniem. I że wkrótce zostaną opublikowane informacje opisujące pełny zakres zaangażowania Mandelsona w samym sercu jego rządu.
Jak powiedział mi jeden z pastorów: „Ludzie nie rozumieją. Peter nie był tylko ambasadorem Keira. Wraz z Morganem (McSweeneyem, szefem jego sztabu) w zasadzie kierował całą operacją. Podczas ostatniej przetasowania Peter umówił się na konkretne spotkania. I był bezpośrednio zaangażowany w wybór pierwszego gabinetu.
Pierwszym wnioskiem Sir Keira Starmera będzie to, że jego pozycja jest obecnie politycznie nie do odzyskania, pisze Dan Hodges
Premier będzie doskonale świadomy dalszych rewelacji na temat Epsteina, Mandelsona i – co najważniejsze – ich powiązań z wrogim obcym państwem
Wtedy myśli Starmera odwrócą się od jego osobistego stanowiska i skupią się na partii i całym kraju. Jak pisałem niedługo potem był początkowo wybrany przywódca Partii PracySir Keir nie jest i nigdy nie był istotą polityczną. Ktoś, kto blisko z nim współpracował przy jego kampanii na rzecz przywództwa, powiedział mi, że Starmer powiedział im kiedyś: „Nie lubię polityki. Nie rozumiem tego. I nie jestem w tym zbyt dobry.
Premier nigdy nie należał do tych parlamentarzystów, którzy upierają się, że matka pchała ich w wózku wypełnionym ulotkami Partii Pracy. Ten ruch nigdy nie był w jego DNA. Kiedy niedawno opowiedział okropny, prymitywny żart w PMQ, jeden z jego kolegów wysłał mi wiadomość, żebym zauważył, że „nikt, kto naprawdę rozumie Partię Pracy, by tak nie powiedział”.
Możliwość postawienia swojego kraju na pierwszym miejscu
Jednak Starmer nadal rozumie dług, jaki ma wobec partii, która niosła go na ramionach na Downing Street, oraz wobec tych, którzy zaufali mu swoimi głosami 18 długich miesięcy temu.
Kiedy kilka tygodni temu napisałem, że blokowanie Andy’ego Burnhama pokazało, że zamierza „zrobić Bidena” i zablokować stanowisko premiera, nawet jeśli oznaczałoby to doprowadzenie jego partii do zniszczenia, jego sojusznik zadzwonił do mnie i powiedział: „Mylisz się”. Kiedy nadejdzie czas, Keir będzie wiedział, że ma odejść”.
Keir Starmer wie, że nadszedł czas. Angela Rayner powiedziała znajomym, że się przeprowadza. Wes Streeting balansuje na krawędzi rezygnacji, zastanawiając się, czy obronić się przed skandalem, który może go pochłonąć, biorąc pod uwagę jego własną przyjaźń z Mandelsonem. Powiedziano mi, że Burnham rozważa wyburzenie drzwi do Westminsteru i przejście na bezpieczną siedzibę Bootle’a.
Tak więc, chociaż pretendentom może zająć trochę czasu zebranie zwolenników i wyciągnięcie ostrzy, Starmer wie, że zaraz wykonają swój ruch. A kiedy to zrobią, nikt nie stanie im na drodze.
Wkrótce zostaną opublikowane informacje opisujące pełny zakres zaangażowania Mandelsona w samym sercu rządu Starmera
Sir Keir wie, że nadszedł już czas – Angela Rayner powiedziała znajomym, że się przeprowadza
W ciągu ostatnich 48 godzin jego parlamentarzyści zdecydowanie odwrócili się od niego. Tymczasem jego koledzy z gabinetu wyrzekli się go. Z wyjątkiem nieszczęsnego ministra mieszkalnictwa Steve’a Reeda, nikt nie stanął w jego obronie po środowym katastrofalnym występie PMQ.
Ale jest jeden głos, który moim zdaniem przekona Keira Starmera do popełnienia przyzwoitego czynu. Jego własne.
W ciągu ostatnich pełnych tortur i katastrofalnych miesięcy nikt nie był bardziej krytyczny wobec naszego premiera niż ja.
Ale naprawdę wierzę, że w głębi duszy Keir Starmer jest przyzwoitym człowiekiem. I że kiedy spojrzy wstecz na groteskowy spektakl, jaki w tym tygodniu stanowiła próba usprawiedliwienia i legitymizacji jego nominacji Mandelsona – a co za tym idzie – toksycznego związku Mandelsona z jednym z najbardziej znanych pedofilów na świecie – wstyd zwycięży ambicję.
Po jego katastrofalnym występie na wczorajszej konferencji prasowej nie zdziwiłbym się, gdyby w ciągu najbliższych dni premier ogłosił swoją dymisję.
Jeśli jednak spróbuje się zachwiać, próba ta zakończy się 26 lutego, kiedy Partia Pracy przegrywa wybory uzupełniające w Gorton i Denton. W tym momencie Keir Starmer będzie wiedział na pewno, że tak prowadząc swoją partię na potępienie i otwierając drzwi Nigelowi Farage’owi i rządowi reformowanemu. I w tym momencie odejdzie na bok.
Wes Streeting balansuje na krawędzi rezygnacji, zastanawiając się, czy obronić się przed skandalem, który może go pochłonąć, biorąc pod uwagę jego własną przyjaźń z Mandelsonem
Być może mylę się w ocenie charakteru Premiera. Długie, samotne noce na Downing Street mogły pozbawić go ostatnich śladów godności i szacunku do samego siebie.
W takim przypadku będzie musiał zostać wyciągnięty z budynku przez kolegów, kopiąc i wrzeszcząc.
„Nie lubię polityki. I nie jestem w tym zbyt dobry’
Ale szczerze wierzę, że nie będzie musiało do tego dojść. Skandal Mandelsona będzie oznaczać nędzny i brudny koniec jego stanowiska premiera. Jeśli jednak zdecyduje się odejść w sposób i według własnego wyboru, okaże się, że ostatecznie zakończył sprawę honorowo.
I myślę, że będzie chciał, żeby to było jego epitafium. Człowiek, który doszedł do władzy ze wzniosłą – choć często pobłażliwą – ambicją przywrócenia wiary opinii publicznej w politykę, ewidentnie nie sprostał swemu zadaniu. Ale jak zauważył kiedyś mądry człowiek, każda kariera polityczna kończy się porażką. I nie ma w tym żadnego poniżenia.
Natomiast Starmer zostanie upokorzony, jeśli będzie próbował utrzymać się na stanowisku, podczas gdy będzie namacalnie oczywiste, że obecnie całkowicie stracił zaufanie kolegów i elektoratu.
Keir Starmer był katastrofalnym premierem. Ma jednak okazję pokazać, że w ostatecznym rachunku był gotowy postawić swój kraj na pierwszym miejscu.
Oczekuję, że w pewnym momencie w nadchodzących dniach to zrozumie.


















