Izyskała miano „wojny nerwów”. To trafna nazwa niespokojnego, brzęczącego okresu w historii Wielkiej Brytanii, trawionego strachem przed tym, co może nadejść, w którym stała się czysta nieprzewidywalność życia – jak stwierdził historyk prof. Pisze Julie Gottlieb – forma wojny psychologicznej. Współczesne raporty opisują „groźbę tajemniczej broni, gigantyczny blef i zabawę w kotka i myszkę, mającą na celu wywołanie terroru wśród ludności cywilnej tej wyspy”.

Wszystko to brzmi niesamowicie jak życie pod rządami Donalda Trumpa, który w tym tygodniu poprowadził świat pod górę w kierunku wojny, a potem w równie niewytłumaczalny sposób przechadzał się z powrotem na dół. Ale Gottlieb tak naprawdę opisuje okres pomiędzy kryzysem monachijskim w 1938 r. a wybuchem bombardowań we wrześniu 1940 r. Jej fascynujące studium listów, pamiętników i gazet z tego okresu skupia się nie na ogólnym obrazie geopolitycznym, ale na drobnych szczegółach krajowych i na tym, co ujawniają na temat emocjonalnego wpływu życia zawieszonego między pokojem a wojną: firmy reklamujące „toniki na nerwy” dla niespokojnych, doniesienia o kobietach kupujących kapelusze, aby poprawić sobie nastrój i mroczniejsze relacje o załamaniach nerwowych. Nie zrobiliśmy tego, wbrew popularnemu mitowi, wszystkim Zachowaj spokój i kontynuuj. Zauważa, że ​​liczba samobójstw nieznacznie wzrosła.

Jak żyć zwyczajnie w cieniu wojny? Chociaż na razie ten cień na szczęście ustąpił, spokój pozostaje niepewny. Jeśli rzeczywiście użył siły przeciwko Grenlandia będzie nie do powstrzymania, przechwalał się Trump, po czym przyznał, że właściwie: „Nie użyję siły” – ani też zagrożonych ceł handlowych. No cóż, w każdym razie nie dzisiaj. Jutro, kto wie?

Pisałem już wcześniej o tym, co wiek amerykańskiej anarchii oznacza dla rządów próbujących przystosować się do życia bez sojusznika będącego superpotęgą. Ale mniej jasne jest, jak reszta z nas – bieganie po szkole, wyrzucanie śmieci i zastanawianie się co Dokładnie Victoria Beckham zrobiła to o godz Ślub w Brooklynie – mają reagować na niejasne wezwania, aby stać się bardziej odpornymi, lub wejść na stopę wojenną.

Emily Thornberry, przewodnicząca komisji specjalnej ds. zagranicznych Partii Pracy, opisane w tym tygodniu jak przyjaciel był tak przestraszony, oglądając Keira Starmera konferencja prasowa na temat Grenlandii że zalała się łzami. Zwłaszcza rodzice nastoletnich synów zadają sobie trudne pytania dotyczące tego, czy będą musieli walczyć w zbliżającej się trzeciej wojnie światowej. Właściciele dużych firm będą przygotowywać się na kolejny kryzys, wiedząc, że zaniepokojeni ludzie zwykle przestają wydawać pieniądze.

Niemowlę wraz z rodzicami toczy się w Londynie tuż po wypowiedzeniu wojny, 13 września 1939 r., proces za maskę gazową. Zdjęcie: Daily Herald Archive/SSPL/Getty Images

Dlatego wydawało się surrealistyczne wyjść z ponurej odprawy na temat Trumpa zorganizowanej w tym tygodniu przez zespół doradców Instytutu Rządu na ulice pełne ludzi biegających, oglądających wystawy i wychodzących na kolację, jakby nic się nie działo. Nastroje społeczne wydają się prawie tak samo oderwane od powagi chwili, jak na kilka tygodni przed pierwszym zamknięciem w związku z Covidem, kiedy puby były pełne, mimo że oddziały intensywnej terapii były przepełnione umierającymi.

Jednak dwa dni później zastanawiam się, czy biegacze i osoby przeglądające wystawy coś wskórały. Zagrożenie pozostaje wystarczająco realne. Jednak wyzwaniem dla każdego, kto nie jest zawodowo zaangażowany w przeciwdziałanie temu zjawisku, może być nauczenie się życia z chaosem jako naszą nową normalnością, a nie panikowanie za każdym razem, gdy Trump to robi. Frywolność może mieć kluczowe znaczenie dla zachowania zdrowego rozsądku.

Nie zrozumcie mnie źle: złotą zasadą jest to, aby nigdy nie normalizować Trumpa ani jego szalenie transgresyjnej prezydentury. Ale w życiu codziennym, kiedy coś nie jest w twojej mocy, aby coś zmienić – i co realistycznie zwykły Brytyjczyk może zrobić w sprawie nieuczciwego prezydenta USA? – ludzie przystosowują się, aby przetrwać, narzucając pozory normalnego życia temu, co jest wyraźnie nienormalne. Oto, jak poradziliśmy sobie z kwarantanną, jak Belfast przetrwał kłopoty i dlaczego Finowie doradzili (po inwazji na Ukrainę ponownie rozpaliły dawne obawy przed inwazją rosyjską), aby wypracowali sobie codzienną rutynę i trzymali się jej, uważając jednocześnie, aby nie przenosić własnego niepokoju na dzieci.

Przydałby nam się teraz skandynawski sposób myślenia, pewna stabilność emocjonalna. Tak jak Duńczycy są dumni ze wspierania odporności emocjonalnej swoich dzieci, tak Finlandia słynie treść – po fińsku mieszanka zbiorowego uporu i determinacji, prawdopodobnie wymagana do życia wzdłuż rosyjskiej granicy w kraju, w którym temperatury w zimie mogą sięgać minus 40 stopni. To szczególny rodzaj odporności, który nie opiera się tylko na wytrzymałości, ale także na silnych więziach społecznych zachęcających ludzi do jednoczenia się – perspektywy przetrwania rosną w przypadku kryzysu, gdy sąsiedzi łączą zasoby – oraz zdrowej równowadze między życiem zawodowym a prywatnym, aby ograniczyć stres.

Ostatnim składnikiem jest gotowość, czyli podjęcie praktycznych kroków w celu kontrolowania wszelkich zagrożeń, które możesz kontrolować, co pomaga w walce z wyniszczającym duszę poczuciem bezsilności wywołanym współczesną wojną nerwów. Choć stosowanie się do oficjalnych porad, jak przygotować się na przerwy w dostawie prądu, wody lub Wi-Fi – mające na celu przeciwdziałanie groźbie wojny hybrydowej ze strony Rosji lub Chin, być może obejmującej sabotaż dostaw energii, systemów bankowych lub połączeń internetowych w celu zdemoralizowania i zastraszenia ludzi – może nie brzmieć zbyt kojąco, przygotowanie się na najgorsze może pomóc opanować strach przed nim.

Jednak być może najtrudniejszą umiejętnością do opanowania jest wiedza, kiedy po prostu się wyłączyć. Ostatni raz świat rzekomo wstrzymał oddech w ten sposób w 1961 r Kubański kryzys rakietowybrak bieżących wiadomości i smartfonów umożliwił, jeśli chcesz, zablokowanie ewentualnego końca dni. Jesteśmy przesiąknięci kulturą mediów społecznościowych, która przedstawia odwracanie wzroku jako niemoralne. Ale choć z przykrością muszę to powiedzieć, jako odwieczny miłośnik wiadomości, nie każdy jest zobowiązany do osobistego dawania o wszystkim świadectwa przez cały czas. Odporność w roku 2026 nie polega na wpadaniu w depresję, ale na wiedzy, jak uzbroić się w wystarczającą ilość informacji, zanim odłożysz telefon i obejrzysz Zdrajców. Bo być może przede wszystkim przetrwanie wojny nerwów oznacza korzystanie z przyjemności tam, gdzie się da.

„W ogrodzie pada śnieg z kwiatów jabłoni” – napisała Virginia Woolf w swoim pamiętniku wiosną 1940 roku, w dniu, który w zaskakujący sposób połączył inwazję na Holandię i Belgię z małą osobistą satysfakcją z opublikowania kilku prób książkowych. „Leonard (jej mąż) mówi, że ma w garażu benzynę na wypadek samobójstwa w przypadku zwycięstwa Hitlera, ale idziemy dalej. To ogrom i małość sprawiają, że jest to możliwe. „

Wpis jest zabarwiony poczuciem winy, że w obliczu takiego horroru rozmyśla się o małych radościach, ale być może tylko komfort pierwszego sprawia, że ​​ten drugi jest psychologicznie możliwy do wchłonięcia. Życie tylko i wyłącznie w bezmiarze doprowadziłoby cię do szaleństwa. Czasami warto po prostu popatrzeć na opadający kwiat jabłoni.

Source link