Tw Trynidadzie i Tobago jest takie powiedzenie: „Karaluch powinien trzymać się z daleka od interesów z drobiem”. Oddaje trudną prawdę. Małe państwa, które wdają się w konflikty wielkich mocarstw, rzadko wychodzą z nich bez szwanku. Oni nie są graczami; są rzeczą zbędną.
To stwierdzenie oddaje niepewną rzeczywistość dzisiejszego Trynidadu i Tobago.
Dla małych państw geopolityka nie jest teatrem brawury, ale dyscypliną dyplomacji, powściągliwości i przetrwania. Obecnie ta dyscyplina upadła. Trynidad i Tobago zapłacą cenę za sprzedaż na aukcji swojej suwerenności swojemu neokolonialnemu władcy, Stanom Zjednoczonym. Naród jest obecnie niebezpiecznie narażony pod względem gospodarczym, dyplomatycznym i potencjalnie militarnym po… Atak USA na Wenezuelę oraz niezwykłe porwanie jej prezydenta Nicolása Maduro.
Wraz z objęciem urzędu prezydenta Wenezueli Delcy Rodríguez i Włosy Diosdado nadal osadzony, reżim Maduro pozostaje w dużej mierze nienaruszony. Trynidad i Tobago stoi teraz w obliczu otwarcie wrogiego sąsiada, którego przywódcy wyższego szczebla potępili premier podwójnego państwa wyspiarskiego, Kamlę Persad-Bissessar, jako współwinną osoby umożliwiającej amerykańską agresję i uznali ją za persona non grata. To nie jest nieszczęście. Taka jest cena strategicznego błędnego osądu.
Kryzys ten nie pojawił się z dnia na dzień. Poprzez nadmiar retoryki Persad-Bissessar stale zawęża pole manewru naszego kraju. To, co się obecnie dzieje, jest przewidywalnym rezultatem dziesięcioleci amatorskiej improwizacji udającej zarządzanie. Kolejnym administracjom nie udało się sformułować spójnej polityki zagranicznej dla niegdyś najbogatszego kraju na Karaibach.
W przypadku małych państw grzechem głównym nie jest wybranie „złej” strony, ale pokonanie strategicznej dwuznaczności. To właśnie zrobił Trynidad i Tobago. Persad-Bissessar wciągnęła swój kraj w pułapkę. Jej publiczne sprzymierzenie się z rasistowskim naczelnym dyktatorem Waszyngtonu w połączeniu z pogardliwe uwagi pod adresem szanowanych przywódców Karaibów oraz przypadkowe odrzucenie regionalnej dyplomacji i obligacji, pozostawiło Trynidad i Tobago w izolacji dokładnie w momencie, gdy konieczna była elastyczność geopolityczna.
Deklarowała to w sposób pamiętny podczas swojej wcześniejszej kadencji Trynidad i Tobago „nie był bankomatem Karaibów”Persad-Bissessar zasygnalizował naszej karaibskiej społeczności w Caricom, że solidarność regionalna ma charakter warunkowy i transakcyjny. Jednak Caricom nie jest rynkiem; to jest rodzina. Nieporozumienia są nieuniknione, ale należy je rozwiązywać prywatnie, przy publicznej postawie jedności, od której małe państwa zależą, jeśli chodzi o zbiorową siłę i przetrwanie.
Dzisiaj przyjdzie zapłacić za tę postawę cenę. Po akcji w WenezuelaTrynidad i Tobago znajduje się w izolacji od jednego ze swoich największych partnerów handlowych. W całym regionie zaczęły krążyć wezwania do bojkotu. Przywództwo w geopolityce nie polega na tym, żeby brzmieć twardo i narzucać fałszywe wybory. W tym teście ta administracja poniosła porażkę.
To nie jest opowieść o wyborze między Waszyngtonem a Caracas. Chodzi o to, co dzieje się z małymi państwami, gdy mylą dostosowanie się ze strategią.
Wylano wiele atramentu, przedstawiając Trumpa jako bohatera, a Maduro jako złoczyńcę. W przypadku małych państw to rozróżnienie zapewnia niewielką ochronę. Obaj przywódcy działają poprzez presję, spektakle i zastraszanie. Obydwa personalizują władzę, przedkładają lojalność nad kompetencje i zarządzają poprzez ciągły kryzys. Trump robi to w ramach instytucji, które nadal są odporne, ale ulegają erozji; Maduro na szczycie instytucji, które wydrążył. Obydwa są powszechnie postrzegane jako skorumpowane. Obaj mają wzbogacili swoje rodziny, sojuszników, kumpli i siebie. Obaj mają ten sam instynkt, ale inną moc. Małe państwa, takie jak Trynidad i Tobago, nie mogą sobie pozwolić na luksus binarności moralnych, gdy są złapane między rywalizującymi ze sobą siłaczami. Dostają konsekwencje.
Stosunki Wenezueli z Karaibami mają charakter gospodarczy i strategiczny. Kilka stanów zostało strukturalnie narażonych na wpływ Caracas w wyniku uzależnienia energetycznego, w szczególności w wyniku PetroCaribe, uruchomiony w 2005 roku pod rządami Chávezaktóra oferowała finansowanie ropy na preferencyjnych warunkach w formie wsparcia rozwoju, a nie wymiany handlowej. Układy te stworzyły nie tylko więzi gospodarcze, ale także pamięć polityczną. Warto zauważyć, że największa liczba wenezuelskich uchodźców na Karaibach mieszka w Trynidadzie i Tobago.
Na tym tle postrzegano rosnącą aktywność wojskową USA w Trynidadzie współpracy antynarkotykowej. Instalacje radarowe, „budowanie potencjału”, wspólne ćwiczenia – wszystko na czas zabójstwa były nadal niewyjaśnione u wybrzeży Wenezueli. Trump potwierdził to, co wielu podejrzewało: nigdy nie chodziło o narkotyki. Chodzi o ropę, gaz i minerały – co on określa jako bogactwo „skradzione” amerykańskim korporacjom podczas dążeń Wenezueli do nacjonalizacji. Od ExxonMobil po ConocoPhillips, Amerykańskie korporacje były systematycznie wydalane pod rządami Cháveza i Maduro.
Żądanie suwerenności zawsze było prawdziwą zbrodnią w regionie, od Kuby na północy po Wenezuelę na południu. Bez selektywnej amnezji, która często towarzyszy zachodnim komentarzom, powiedzmy otwarcie: Wenezuela jest suwerennym państwem, którego suwerenność była wielokrotnie naruszana przez Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię. Od 2015 r. amerykańskie sankcje wyniszczają społeczeństwo, przyspieszając upadek niegdyś bogatego kraju i wysiedlenia milionów ludzi.
Najbardziej rażącym symbolem tego schematu było przejęcie przez Wielką Brytanię mniej więcej Wenezuelskie złoto o wartości 1,95 miliarda dolarów (1,4 miliarda funtów) przechowywane w Londynie – funduszy odmówiła Wenezueli nawet w czasie Covid, kiedy mogła sfinansować leki i pomoc humanitarną. To nie była anomalia, ale precedens.
Pierwszą była odmowa uznania Maduro po Chávezie. Następnie farsa Juana Guaidó – wspierana przez Zachód fikcja, która nigdy nie wygrała wyborów i nigdy nie rządziła. Scenariusz wraz z Maríą Coriną Machado został poddany recyklingowi, nagrodzony pochwałami i przekształcony w rolę „czekającego prezydenta”, pomimo zaproszenia do zagranicznej interwencji wojskowej przeciwko jej własnemu krajowi. Ona także teraz taka była odrzucony przez Trumpa jako brak „szacunku w kraju”. Persad-Bissessar dobrze by zrobił, gdyby zauważył ten wzór.
Wielu Wenezuelczyków może gardzić Maduro. Błędem jest jednak zakładanie, że przekłada się to na sympatię do Waszyngtonu. Wśród Wenezuelczyków panuje wrogość, Stany Zjednoczone są postrzegane jako architekt imperializmu. Złudzenie, że Trynidad i Tobago mogą gościć amerykańską infrastrukturę bezpieczeństwa, nie wplątując się w wendetę Trumpa, zawsze było tylko tym – złudzeniem naiwnego przywódcy.
Jednak tego kryzysu nie można zrzucać wyłącznie na jeden rząd. Były premier Keith Rowley dopuścił się odwrotnego szaleństwa: zalecał się do Caracas, pozwalał sobie na okazywanie przyjaźni z Maduro i zrażał Waszyngton. Rowley i Persad-Bissessar są oportunistami. Jeden flirtował z dyktatorem Caracas; drugi skłania się ku autorytaryzmowi Waszyngtonu. Żaden z nich nie zbudował doktryny opartej na karaibskim bezpieczeństwie zbiorowym. Rezultatem jest ekspozycja bez dźwigni finansowej.
Nic z tego nie jest bezprecedensowe. W 2003 roku Nelson Mandela powiedział„Jeśli istnieje kraj, który dopuścił się na świecie niewyobrażalnych okrucieństw, to są to Stany Zjednoczone Ameryki. Oni nie dbają o ludzi.
„Mówić: spójrz, taką mamy moc, jeśli odważysz się przeciwstawić temu, co robimy, to właśnie się z tobą stanie. Kim oni teraz są, żeby udawać, że są policjantami świata?”
W tym samym roku opisał Noam Chomsky amerykańska „wielka strategia imperialna” zdecydowani zapewnić sobie globalną dominację bez względu na prawo międzynarodowe i koszty ludzkie.
Wszystko, co jest dziś nowe, to bezczelność. Odwoływanie się do kolonializmu Doktryna Monroe’a usprawiedliwianie kradzieży wenezuelskiej ropy jest żałosne. Pod rządami Trumpa sprzeciw jest przedstawiany jako niepatriotyczny, a nawet zdradliwy. Sojusznicy są zmuszani. Mniejsze stany są wykorzystywane i odrzucane. Cele są wybierane wyłącznie ze względu na wyposażenie w zasoby: ropę, gaz, minerały.
Gdzie zatem kończy się Trynidad i Tobago?
Wewnętrznie kraj jest podzielony i wkrótce rozprasza go karnawał. Wymijające wyjaśnienia na temat „prac na lotniskach” i amerykańskich instalacji radarowych znikną z pamięci opinii publicznej. Ale regionalnie Trynidad pozostanie w separacji.
Jeśli zostanie uznany – słusznie lub nie – za współudział w amerykańskich działaniach wojskowych przeciwko Wenezueli, nie będzie żadnych umów naftowo-gazowych z rządem pod przywództwem Rodrígueza. Potencjalna strata przekracza 1,2 miliarda dolarów rocznie. W przypadku eskalacji konfliktu Trynidad poniesie koszty – załamanie gospodarcze, napływ uchodźców, długoterminową niestabilność – podczas gdy Waszyngton przeniesie się do kolejnego teatru działań na Grenlandii lub Kubie.
Ostatecznie brutalna prawda jest taka: małe państwa, takie jak nasze, nie są aktorami geopolitycznymi, ale przestrzeniami geopolitycznymi. Kiedy przywódcy zapomną o tym rozróżnieniu, ich obywatele zubożeją, a ich kraje staną się zbędnymi pionkami.

















