Filmy się nie kończą. Nadchodzą falami, minuta po minucie. Irańczycy maszerują w setkach, potem tysiącach, a potem dziesiątkach tysięcy. Ulice zapchane ludźmi. Mężczyźni i kobiety obok siebie. Twarze odkryte. Podniesione głosy. Bez strachu – i mając niewiele do stracenia.
To nie jest rok 2023. To nie jest „Kobieta, Życie, Wolność”, choć ten bunt był szlachetny. Potem złość nadal skupiała się na problemach. Hidżab. Przemoc policyjna. Codzienne upokorzenie. Wcześniej była to gospodarka i sfałszowane wybory. Protesty skupiały się na cienkiej nadziei, że system, jeśli nie zreformowany, to chociaż trochę napięty.
Ta iluzja jest martwa.
To powstanie jest inne. Nie chodzi o reformę, ale o zerwanie. Chodzi o zakończenie, po prawie 50 latach, Republiki Islamskiej.
„Śmierć Chameneiemu!” ryk tłumu – prowadzi starzejący się ajatollah Iran. Sformułowanie ma znaczenie. Przez dziesięciolecia reżim ćwiczył swoich obywateli, aby skandowali „Śmierć Ameryce” i „Śmierć Wielkiej Brytanii”.
Teraz klątwa skierowana jest do wewnątrz, wycelowana w człowieka, który znajduje się w centrum stanu chorobowego.
Przeciwko temu uzbrojono sam język reżimu.
Tym, co wyróżnia ten moment, jest skala. Materiał zweryfikowany przez analityków open source pokazuje niepokoje w dziesiątkach miast: Teheranie, Mashhad, Isfahan, Shiraz, Tabriz, Ahvaz.
W tym tygodniu demonstranci przeciwko reżimowi świętują przejęcie kontroli nad ulicami w mieście Kermanshah w zachodnim Iranie, podczas gdy protesty ogarniają cały naród
Protestujący krążą wokół samochodów blokujących główną drogę w Meszhed, 900 km od Teheranu
Protesty przecinają regiony, klasy i linie etniczne. Kurdyjskie miasta. Prowincje arabskie. Miasta Azerbejdżanu. Perskie serca.
W wielu miejscach tłumy wyszły poza slogany i skierowały się bezpośrednio w stronę symboli reżimu, w tym w bazach Basidż i siedzibach Gwardii Rewolucyjnej.
A potem następuje druga pieśń. Tego, którego duchowni boją się najbardziej. „Zendeh, zły Pahlavi!” Niech żyje Pahlavi. Niech żyje syn zmarłego szacha, 65-letni Reza Pahlavi, który przebywa na wygnaniu w Waszyngtonie i dla wielu Irańczyków jest królem nad wodą.
To nie jest sentymentalizm. Jest to oświadczenie woli. Odmowa zaakceptowania kłamstwa, że historia Iranu rozpoczęła się w 1979 roku.
Państwo nadal ma broń. Ale strach zmienia strony.
Ponad pięćdziesiąt lat temu rodzina mojej matki uciekła z Iranu, gdy zaczął panować islamistyczny faszyzm. Być może teraz wreszcie traci przyczepność.
Przyjaciele na miejscu byli początkowo sceptyczni. Byli zdradzani zbyt często, by łatwo w to uwierzyć. Ale teraz zaczynają w to wierzyć.
„Może tym razem, kochany Davidzie…” – pisze przyjaciel w Teheranie. Nigdy czegoś takiego nie widziałem.
Sfilmowano starszą kobietę z rozciętą twarzą i krwią spływającą po policzkach, spacerującą po Teheranie: „Nie boję się śmierci” – mówi. – Nie żyję od czterdziestu siedmiu lat. Mówi nam, że życie w Republice Islamskiej już ją zabiło.
Widziałem materiał filmowy przedstawiający nieuzbrojonych demonstrantów maszerujących w kierunku siedziby Gwardii Rewolucyjnej. Żadnej broni. Brak osłony. Bez paniki.
Po prostu Irańczycy, którzy mają dość – idą naprzód, odzyskują to, co do nich należy.
Straż jest zabójczym ramieniem reżimu. Sadystyczny. Skorumpowany. Przesiąknięty krwią od Teheranu po Damaszek. Podejście do niego z pustymi rękami jest wyrazem pogardy.
Reakcja reżimu cuchnie paniką. Wyłączył Internet, ograniczył aplikacje mobilne i komunikatory. Jednostki Gwardii Rewolucyjnej zostały wezwane z oddziałów regionalnych i zalane do głównych miast.
Ajatollah po raz pierwszy od wybuchu zamieszek wypowiada się w irańskiej telewizji państwowej
Markizy przedstawiające przywódców Iranu nad drogą w Ahwaz płonącą podczas protestów
Telewizja państwowa grzmi o „zagranicznych agentach” i podejrzanych spiskach, nie przyznając się jednocześnie do wielkości tłumu.
Ten wzór jest dobrze zużyty.
Teheran jako pierwszy blokuje informacje. Potem to przechodzi na ludzi. W listopadzie 2019 r. ta sama sekwencja zakończyła się śmiercią setek osób w ciągu kilku dni.
A jednak w Wielkiej Brytanii panuje niemal cisza.
Włącz BBC i poza kilkoma krótkimi klipami przez większą część wczorajszego dnia prawie nie wiedziałbyś, że trwała historyczna rewolta. Żadnej pilności. Brak stałego zasięgu. Brak jasności moralnej.
Naród irański desperacko próbuje zrzucić łańcuchy swoich islamistycznych prześladowców, a brytyjski nadawca ogólnokrajowy odwraca wzrok.
Keir Starmer jest równie zły. Niezręczny i niezdecydowany. Zredukowane do bezwładnych, połowicznych stwierdzeń, które wszyscy ignorują.
Podejrzewam, że naszego premiera najbardziej niepokoi to, czy protestujący nie naruszają jakiejś zawiłej klauzuli prawa międzynarodowego, leżąc krwawiąc i drżąc na ziemi.
Być może Partia Pracy jest równie ostrożna, jeśli chodzi o alienację części swojej ekspansywnej bazy muzułmańskiej, witając z radością obalenie reżimu wyraźnie islamistycznego.
Jednak pomimo milczenia Starmera te protesty mają znaczenie. A jeśli myślisz, że Cię to nie dotyczy, to się mylisz.
Iran jest zawiasem Bliskiego Wschodu. Leży pomiędzy Basenem Morza Kaspijskiego a Zatoką Perską, okrakiem na dwóch największych na świecie złożach energii.
Przez Cieśninę Ormuz przepływa mniej więcej jedna piąta światowych zasobów ropy. Kiedy Iran się porusza, świat się trzęsie.
Jest to kraj liczący około 90 milionów ludzi. A oni są wykształceni i zdolni. Jej naukowcy zbudowali program nuklearny objęty sankcjami, który zmiażdżyłby słabsze narody. Jej inżynierowie, lekarze i technolodzy to światowej klasy.
I powiem Wam coś niemodnego, ale prawdziwego. Przytłaczająca większość Irańczyków jest do głębi prozachodnia. Nigdy nie byłem nigdzie indziej, gdzie obcy ludzie prosili mnie o nauczenie ich angielskiego z amerykańskim akcentem.
Oglądają nasze filmy. Przeczytaj nasze książki. Śledź naszą muzykę. I nienawidzą ludzi, którzy nimi rządzą za to, że ukradli im ten świat. Wiedzą, że Iran powinien być bogaty, otwarty i potężny – tak jak to miało miejsce przez długie okresy historii.
Zamiast tego jest plądrowany w celu finansowania średniowiecznych grup terrorystycznych od Gazy po Jemen, jego bogactwo spala się na ideologii, a jego przyszłość jest obciążona hipoteką geriatrycznych duchownych i dorastających bandytów. Jeśli ten reżim upadnie, nie będzie to przypis regionalny. To będzie globalny szok.
Jeśli to, co zastępuje mułłów, będzie chociaż w połowie rozsądne, wówczas nadejdą ogromne zmiany i wszystko będzie dobre. Rynki energii zostaną otwarte. Wojny zastępcze ustąpią. Siatki terrorystyczne osłabną. Obliczenia nuklearne zmienią się z dnia na dzień.
Donald Trump ostrzegł już, że jeśli reżim zacznie masowo mordować protestujących, Biały Dom będzie gotowy do działania.
Wierzcie mu lub nie, ale słowa mają znaczenie. Rysują linię. A linie obowiązują tylko wtedy, gdy świat patrzy.
Cisza jest największym sojusznikiem Teheranu. Ciemność jest jego tarczą. Każde zignorowane wideo, każdy wyciszony głos daje reżimowi jeszcze więcej przestrzeni do zabijania w sposób niezauważony.
Wielka Brytania nadal ma głos, choć na przestrzeni wielu lat osłabiony decyzjami naszych przywódców, które obniżyły nasz status na świecie. Powinniśmy go używać. Głośno. Bez przeprosin. Bezzwłocznie.
To, co dzieje się w Iranie, jest doniosłe. Być może będzie to już wydarzenie historyczne. Ale historia nie ogłasza się z góry. To zależy od tego, kto mówi, a kto odwraca wzrok.
BBC mogło odwrócić wzrok. Keir Starmer może zwlekać i wiercić się. Nie wolno nam.
Ponieważ jeśli Irańczycy są na tyle odważni, by stawić czoła pałkom i kulom gołymi rękami, to jedyne, co możemy zrobić, to spojrzeć na ich wysiłki otwartymi oczami.
Ryzykują życie, aby stawić czoła jednemu z największych zła świata: islamistycznemu uciskowi. I dlatego zasługują na naszą solidarność, a nie na milczenie.


















