Weteran muzyki rockowej Bob Weir, gitarzysta rytmiczny Grateful Dead, który pomógł poprowadzić legendarny jam band przez dziesięciolecia zmian i sukcesów, zmarł w wieku 78 lat.
W lipcu zdiagnozowano u niego raka i „uległ podstawowym problemom z płucami” w otoczeniu bliskich – głosi oświadczenie opublikowane na jego zweryfikowanym koncie na Instagramie.
„Z głębokim smutkiem dzielimy się śmiercią Bobby’ego Weira” – napisano w oświadczeniu.
Poznaj aktualności dzięki aplikacji 7NEWS: Pobierz już dziś
„Przeszedł spokojnie, w otoczeniu bliskich, po odważnym pokonaniu raka, jak tylko Bobby mógł. Niestety, uległ podstawowym problemom z płucami.”
Weir dołączył do Grateful Dead – pierwotnie Warlocks – w 1965 roku w San Francisco, mając zaledwie 17 lat.
Następne 30 lat spędził grając na niekończących się trasach koncertowych z Grateful Dead wraz ze zmarłym w 1995 roku innym piosenkarzem i gitarzystą Jerrym Garcią.
Śmierć Weira pozostawia perkusistę Billa Kreutzmanna jako jedynego ocalałego pierwotnego członka. Założyciel zespołu, basista Phil Lesh, zmarł w 2024 roku.
„Przez ponad sześćdziesiąt lat Bobby był w trasie” – czytamy w oświadczeniu na Instagramie.
„Gitarzysta, wokalista, gawędziarz i założyciel Grateful Dead. Bobby na zawsze pozostanie siłą przewodnią, której wyjątkowy kunszt odmienił amerykańską muzykę.”
To Weir zaśpiewał zwrotki do charakterystycznego hymnu boogie zespołu Truckin’ i napisał takie kluczowe piosenki, jak Sugar Magnolia, Playing in the Band i Jack Straw.
Młody „Bobby” z kucykiem wyrósł na eklektycznego autora tekstów, którego przystojny wygląd i różnorodne muzyczne wpływy pomogły zwiększyć atrakcyjność zespołu.
Brytyjska gazeta The Independent nazwała Weira „prawdopodobnie największym, choć najbardziej ekscentrycznym gitarzystą rytmicznym rocka”.
Po śmierci Garcii w wieku 53 lat Weir rozpoczął interesującą, choć nieco zaniedbaną karierę solową – głównie ze swoim zespołem RatDog – i brał udział w zjazdach ocalałych członków Dead w różnych konfiguracjach.
Z AP


















